| Opowieść o zapominalskich |
|
Ania, szczupła, ruda i piegowata pierwszoklasistka, tupała nogami ze złości. Stała przed zamkniętymi drzwiami mieszkania i denerwowała się, że nie są otwarte. Umówiła się z koleżankami z podwórka, że zaraz po powrocie z lekcji przyjdzie do nich się pobawić. A tu - stoi już kwadrans. Drzwi same nie chcą się otworzyć. Najpierw szukała klucza w tornistrze, potem we wszystkich kieszeniach kurtki, spodni i bluzy. Chwilę później pukała i dzwoniła do drzwi. Znowu przeszukała kieszonki. Bez skutku. Klucza nie ma w ubraniu, a mamy nie ma w domu.
Westchnęła: - Pewnie dziewczyny zaczną zabawę beze mnie. Trudno, poczekam, aż wróci mama.
Poczucie, że nic nie można poradzić, jest nieprzyjemne. Ania tak właśnie się czuła, ale też niekiedy tak samo nieprzyjemnie czuje się jej mama. Pani Krysia zazwyczaj nie zabiera ze sobą paragonu, gdy robi zakupy. A zdarza jej się też, że kładzie go w różne miejsca w domu i potem nie umie odszukać. A paragon bywa jak klucz: bez niego trudno sobie poradzić. Gdy kupujemy coś w sklepie: zabawkę, pieczywo, buty czy ubrania, pani daje nam paragon. Małą karteczkę z informacją, co właśnie sprzedała, kiedy robiliśmy zakupy i ile zapłaciliśmy.
Pozornie wydaje się, że taka karteczka jest już nam zupełnie niepotrzebna. Zabawkę trzymamy w ręku, wiemy ile kosztowała, bo przecież za nią zapłaciliśmy. A nazwa i adres sklepu oraz data nie są tak interesującymi informacjami, by sprawdzać je na paragonie. Dlaczego więc mama Ani tak długo szukała wczoraj paragonu ze sklepu, w którym kupowały tydzień temu buty? Pani Krystyna zauważyła, że buty mają wadę - są źle zszyte z boku i gdy będzie padał deszcz, zamokną.
Bez niego, bez wszystkich informacji zapisanych na tej małej karteczce, trudno byłoby udowodnić pani sprzedawczyni, że buty kupiła w tym, a nie w innym sklepie. Mama Ani długo szukała paragonu i martwiła się, że jeśli go nie znajdzie, nie będzie mogła zareklamować popsutych butów. Bardzo się ucieszyła, kiedy wreszcie znalazła paragon i wymieniła buty na nową parę. |